Przepis na makaron w kremowym sosie z pieczonych pomidorów

Jeśli szukasz dania, które łączy prostotę i szybkość przygotowania z bogactwem smaku, ten przepis na makaron w kremowym sosie z pieczonych pomidorów z pewnością spełni Twoje oczekiwania. To połączenie słodyczy pieczonych pomidorów, aksamitnej konsystencji sosu i aromatycznych ziół tworzy potrawę, która potrafi zachwycić już od pierwszego kęsa. W tym wpisie pokażę Ci, jak w kilku krokach przygotować makaron idealny, zarówno na szybki obiad w domu, lunchbox do pracy, jak i elegancką kolację. Wybór należy do Ciebie!
Przepis na makaron w kremowym sosie z pieczonych pomidorów
SKŁADNIKI NA 2 PORCJE:
- 100 g makaronu pełnoziarnistego,
- 1 puszka krojonych pomidorów z cebulą i czosnkiem,
- 125 g serka mascarpone lub ricotta,
- 30 g suszonych pomidorów w oleju,
- przyprawy: pieprz cytrynowy, bazylia, tymianek i rozmaryn,
- opcjonalnie: 2 ząbki czosnku.
Sposób przygotowania:
Czas przygotowania: ok. 25-30 min
Piekarnik nagrzej do 200°C. W międzyczasie do naczynia żaroodpornego przełóż pomidory krojone z puszki i dodaj do nich suszone pomidory oraz przyprawy: 1-2 łyżeczki suszonej bazylii, a do tego szczyptę tymianku i rozmarynu. Jeśli masz tylko pomidory krojone bez czosnku i cebuli w środku, nic nie szkodzi. Możesz dodać samodzielnie 2 przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku do pomidorów. Wymieszaj wszystko razem a następnie wstaw do nagrzanego piekarnika i piecz przez około 20 minut.

W międzyczasie ugotuj makaron w osolonej wodzie al dente (ok. 10 min, w zależności od makaronu). Upieczone pomidory przełóż do blendera, dodaj mascarpone, dopraw pieprzem i zblenduj na gładką masę. Sos wymieszaj z ugotowanym makaronem i gotowe! Bon appétit!
A po więcej przepisów na szybkie, proste i przede wszystkim pyszne dania zajrzyj do kategorii KUCHENNE INSPIRACJE. Znajdziesz w niej pomysły zarówno na śniadania, obiady jak i kolacje.

Makaron i pomidory. Ten blogowy przepis jest skazany na sukces, bo cóż może być bardziej włoskiego niż taki mariaż. Tym bardziej, że to najbardziej włoskie z włoskich przymierzy wygrało wojnę. I to nie byle jaką.
Filippo Tommaso Marinetti, rzekomo intelektualista, chociaż niektóre jego przemyślenia potrafiłyby zatruć kozę wychowaną na drucie kolczastym i tłuczonym szkle butelkowym. Playboy żyjący na koszt swej rodziny. Punktem zwrotnym w jego życiu był, podobno, wypadek samochodowy 15 października 1908 roku. Niby nic mu się nie stało ale jego późniejsze dokonania sugerują, że jednak jego przysłowiowy „baniak” mógł oberwać i to dość mocno. Marinetti poddał się swemu ambitnemu i absurdalnemu projektowi burzenia i ponownej odbudowy porządku świata. Zaczął od „Manifestu futuryzmu”, potem pisał inne manifesty. Mimo, że były publikowane w bolońskiej „Gazetta dell’Emilia” i francuskim „Le Figaro” mało kogo to interesowało. To powodowało frustrację „geniusza”. Przełom nastąpił w 1930 roku, kiedy wydał „Manifesto della cucina futurista” („Manifest kuchni futurystycznej”). Wyśmiewał w nim Włochów i ich przywiązanie do tradycji. Idea kuchni futurystycznej zwróciła jednak na siebie uwagę przede wszystkim ze względu na postulat zakazania makaronu. Marinetti uważał bezkrytyczną miłość Włochów do makaronu za „absurdalną włoską religię”. Poglądy Marinettiego wzbudziły ogromne zainteresowanie i były omawiane w wielu gazetach. W jednej z nich napisano że to wszystko „brzmi równie nierozsądnie, jakby ktoś w Leeds chciał założyć stowarzyszenie walczące o obalenie puddingu Yorkshire”. Marinettiego oczywiście ta „sława” bardzo cieszyła, kierował się taką samą zasadą jak wielu obecnych „celebrytów” – nieważne co o mnie mówią, byleby nie przekręcali nazwiska. Każda groźba, każdy list od wściekłego czytelnika przysparzały mu radości. I może by się to jeszcze kręciło na kształt jakiegoś serialu „sezon enty” gdyby w sukurs obrońcom nie przyszedł ówczesny burmistrz Neapolu, który oświadczył, że niepodważalną prawdą jest to, że anioły w niebie jedzą wyłącznie makaron z sosem pomidorowym.
Makaron w kremowym sosie z pieczonych pomidorów. Aniołom by smakował. To pewne. A gdyby Marinetti na ten blog zajrzał, przeczytał przepis i według niego to danie ugotował to też by zapewne mniej głupot gadał. Ale nie zajrzał, jego pech.