Moja minimalistyczna kosmetyczka – selekcja naturalna

Moja minimalistyczna kosmetyczka – selekcja naturalna

Jakiś czas temu napisałam wpis o Minimalistycznej kosmetyczce, czyli jak ograniczyć jej zawartość, żeby nie pękała w szwach, a jednocześnie mieć wszystko czego nam potrzeba. Dzisiaj natomiast chcę się z Wami podzielić jak obecnie wygląda moja minimalistyczna kosmetyczka, czyli zawartość mojej kosmetyczki wraz z krótkimi opisami każdego produktu. 

Stan na kwiecień 2018

Moja minimalistyczna kosmetyczka

To czego się pozbyłam

Ograniczając zawartość mojej kosmetyczki siłą rzeczy musiałam pozbyć się części z nich. Jednak nie było to wyrzucanie dla wyrzucania, ale przemyślane sortowanie rzeczy i pozostawienie jedynie sprawdzających się i potrzebnych kosmetyków.

Pozbyłam się kremu do stóp – wykończyłam opakowanie do końca i z czystym sercem raz na zawsze usunęłam ten specyfik z mojej kosmetyczki. Dlaczego? Po pierwsze, nie przynosi obiecywanych przez producenta efektów. Po drugie, tak samo dobrze (a może i lepiej) na moje stopy działa zwykły krem do rąk. Po trzecie, w konsekwencji kwestii pierwszej i drugiej zakup kremu do stóp to po prostu strata pieniędzy i miejsca w łazience.

Zrobiłam porządek także w moich lakierach do paznokci. Wyzbyłam się już większości krzykliwych, niepasujących do siebie (i do mnie też) kolorów i postawiłam na klasyczne beże, róże i czerwienie.

Wyrzuciłam także stare pędzle, które bardziej straszyły niż malowały, wszystkie kosmetyki ze szkodliwymi substancjami (PEG-i, SLSy, Disodium EDTA etc. – o szkodliwych substancjach w kosmetykach również zamierzam napisać) oraz kremy BB, które niestety przy mojej jasnej karnacji robiły ze mnie marchewkę.

To co zostawiłam

Żeby było łatwiej mi opisywać kosmetyki, które obecnie pozostały w mojej szafce podzieliłam je na części w zależności od zastosowania.

Kosmetyki i akcesoria do pielęgnacji włosów

Codzienna pielęgnacja włosów nie zajmuje dużo czasu. Przy każdym myciu korzystam z szamponu do włosów od Yves Rocher, który ma za zadanie stymulować cebulki włosów, wzmacniać je, a więc także zagęszczać nasze włosy ograniczając ich wypadanie. Rzeczywiście wypada ich mniej. 

Odżywka od Organic Life niestety już mi się skończyła, więc obecnie stosuję jedwabistą odżywkę z wyciągiem z owsa od Yves Rocher. Jak na razie nie mam do niej zastrzeżeń. Jednak największym przełomem w mojej pielęgnacji włosów było zastosowanie płukanki octowej z malin od Yves Rocher. Włosy po jej zastosowaniu są gładsze, nie puszą się tak i nie plączą, a dodatkowo zatrzymuje ona wszystkie odżywcze składniki z odżywki, więc włosy po myciu są lepiej nawilżone. Myślę, że niedługo poświęcę jej osobny wpis.

Raz w tygodniu stosuję maskę do włosów od Kallosa. Obecnie mam arganową, chociaż moim zdaniem najlepsze efekty dawała ta z proteinami mleka. Żeby odbudować końcówki stosuję przed myciem odbudowujący olejek jojoba od Yves Rocher.

No i nie zapominajmy także o czesaniu włosów. Nieodpowiednia szczotka także może im zaszkodzić – wyrywając je zamiast rozczesywać. Przez nieco ponad 2 lata miałam sławną “nieciągnącą” szczotkę Tangle Teezer. Jednak nie do końca dobrze rozczesywała moje długie włosy i niestety także chwilami je ciągnęła. Obecnie zaopatrzyłam się w szczotkę Franck Provost (dostępna w Rossmannie za ok 20 zł) i muszę przyznać, że jest o niebo lepsza. Nie wyrywa mi włosów, nie szarpie a lepiej je rozczesuje. Z całego serca mogę ją polecić.

Kosmetyki do pielęgnacji ciała

Tutaj wielkiej filozofii także nie ma. Olejek pod prysznic od Yves Rocher zakupiłam z myślą, żeby ograniczyć ilość kosmetyków tj. połączyć żel pod prysznic z balsamem w jednym. Niestety nie nawilża on aż tak dobrze skóry, żeby móc całkowicie zaniedbać stosowanie balsamu, a dodatkowo jego zapach jest na tyle specyficzny, że mi przeszkadza. Żeby go wykończyć stosuję go na zmianę z kremowym żelem pod prysznic o zapachu białej herbaty i magnolii. W przeciwieństwie do olejku ma przepiękny kwiatowy zapach, obecnie nie mam do niego zastrzeżeń.

Perfumowany balsam do ciała również mam od Yves Rocher. Jak na razie spełnia swoje zadanie, chociaż spektakularnych efektów nie zauważyłam.

Krem do rąk z wyciągiem z arniki na tyle dobrze poradził sobie z nawilżeniem moich dłoni i stóp, że całkowicie wyparł krem do stóp z mojej kosmetyczki. Jest nieco tłusty, ale dość szybko się wchłania. Jestem z niego bardzo zadowolona.

Peeling z kiwi z serii Alterra (Rossmann), dopiero rozpoczynam jego testowanie, więc na razie nic nie jestem w stanie powiedzieć na temat jego działania.

Kosmetyki i akcesoria do makijażu

No i tutaj już tak minimalistycznie nie jest, ale część z kosmetyków ze zdjęcia z pewnością niedługo opuści moją kosmetyczkę, więc w niedługim czasie się skurczy.

Makijaż oczu

Paletka cieni od Douglasa w neutralnych odcieniach, jak na razie dobrze się sprawdza – stosuję ją jedynie do wieczornego makijażu. Mam jedynie zastrzeżenia do jej trwałości. Cienie na powiece dość szybko się ścierają, na szczęście symetrycznie, więc nie pozostawiają nieestetycznych grudek na załamaniach powiek.

Kredki do oczu mam dwie – ciemno zielona od Bottega Verde (zakupiona we Włoszech). Niestety zbyt szybko się ściera i łamie podczas temperowania, ale jak już uda mi się ją nałożyć, to wygląda świetnie (przez pierwszą godzinę). Druga to granatowa wysuwana od Sephory. Jej trwałość jest lepsza niż poprzedniczki, jednak również nieco się ściera.

Tusz do rzęs – kończę już trzecie opakowanie tuszu Sexy Pulp od Yves Rocher. Jest po prostu genialny. Wydłuża i pogrubia rzęsy bez sklejania. Dla mnie bomba. Niestety bez żadnej promocji kosztuje 60 zł, stąd czatuję na jakieś promocje.

Makijaż twarzy

Transparentny puder do twarzy od Bell, mam już drugi raz. Świetnie matuje twarz, zapobiegając jej świeceniu nawet przez kilka godzin. Nie zapycha porów, a dodatkowo jest w naprawdę przyzwoitej cenie. Polecam!

Paletkę do cieniowania od Rimmela dopiero zaczynam testować, więcej na jej temat będę w stanie powiedzieć dopiero za jakiś czas. Skusiłam się na nią przez pozytywną opinię mamy na jej temat. Zobaczymy jak sprawdzi się u mnie.

Róż do policzków zakupiony w Słowenii jest z Alverde (odpowiednik Altery Rossmannowej). Jak na razie świetnie się sprawdza. Cienie do brwi zakupiłam jakiś czas temu w chińczyku. O dziwo ostatni odcień idealnie pasuje do koloru moich włosów i cery, więc bardzo często go stosuję (na zdjęciu nawet widać, że jest z lekka wymęczony).

Podkład jaki stosuję do wyrównania kolorytu skóry i zatuszowania pewnych niedoskonałości to obecnie Healthy Mix od Bourjois Paris. Jest lekki, delikatnie kryjący – idealny na lato. Jak na razie jestem z niego zadowolona. Nie tworzy efektu maski na twarzy, ani nie ciemnieje. Jestem ciekawa jak poradzi sobie z upałami, ale to dopiero przed nami.

Makijaż ust

Dwa błyszczyki – blado różowy z Lidla i pomarańczowy z Celia Cosmetics są przeze mnie rzadko używane. Nie odpowiada mi ich klejąca konsystencja. Jak wiatr zawieje (a w Trójmieście wieje niemal codziennie) to przez nią mam zawsze mnóstwo włosów w buzi, które później nieprzyjemnie się kleją. Prawdopodobnie znikną z mojej kosmetyczki, chociaż świetnie pasują do letniego makijażu. Może jeszcze się do nich przekonam?

Kolekcja moich szminek jest jak widać dość pokaźna. Mam ich aż 5 (4 z Yves Rocher i 1 marki Butterfly, kupiona w lokalnej drogerii), a to z tego względu, że każda jest w innym odcieniu. Lubię jak kameleon zmieniać kolory na ustach, jednak trzymam się ciepłych odcieni róży i czerwieni. Możecie zauważyć, że jedna jest widocznie bardziej zużyta. To moja faworytka, w głębokim, ciemniejszym odcieniu czerwieni wpadającej w bordo (nr 62 Sienne od Yves Rocher). Niestety z tego co się orientuję zostały już wycofane, a szkoda, bo odcienie były cudowne. Do tego ścierały się równomiernie. Jednak największym zaskoczeniem dla mnie okazała się jednak szminka w krwiście czerwonym odcieniu marki Butterfly. Kupiłam ją dosłownie za grosze, a dłużej trzyma się na ustach niż wszystkie pozostałe moje szminki. Zazwyczaj używam jej do wieczornego makijażu, na codzienny jest zbyt krzykliwa.

Zestaw konturówka i matowy błyszczyk K-lips niestety nie przypadł mi do gustu. W ekspresowym tempie znika z ust, nawet jeśli nic nie jem i nie piję pozostawiając nieestetyczną linię naokoło ust. Jestem nią nawet więcej niż rozczarowana.

Lakiery do paznokci i akcesoria

Pędzel do brwi i cieni mam z gazetek i naprawdę muszę przyznać, że przez tyle lat nic się z nimi nie stało. Pędzel do pudru mam od Yves Rocher. Jak na razie sprawdza się równie dobrze.

Lakierów do paznokci jak widać na obrazku również jest całkiem sporo – łącznie 9 sztuk. Większość z nich jest w odcieniach beży, różu lub czerwieni. Dwa uchowały się jedynie w innych kolorach od Golden Rose, a to z tego względu, że uwielbiam niebieski kolor i są wyjątkowo trwałe. Jednak również z przynajmniej trzema z nich będę musiała się pożegnać, bo kończy się im data ważności.

Celowo pominęłam tutaj kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Niedługo na blogu pojawi się post na temat koreańskiej pielęgnacji z wykorzystaniem polskich (i kilku francuskich) kosmetyków. Oczywiście jak tylko się pojawi dam Wam znać na moich profilach społecznościowych. Stąd też gorąco zachęcam do ich obserwowania!

Jacy są Wasi kosmetyczni ulubieńcy bez których nie wyobrażacie sobie życia? 🙂

Zobacz także



10 thoughts on “Moja minimalistyczna kosmetyczka – selekcja naturalna”

  • Te kosmetyki wyglądają imponująco.
    Zawsze, gdy widzę na odwiedzanych blogach jakieś fajne kosmetyki jest mi głupio że nie znam. Nie inaczej jest tym razem. Dzięki za wpis.

    • Nie ma powodu, żeby było Tobie głupio, chociaż w tym wpisie nie o same kosmetyki chodzi, ale bardziej o to, jak da się ich ilość ograniczyć 🙂

    • U mężczyzn nie ma kosmetyków do makijażu, więc nie ma się co dziwić, że jest ich dużo mniej 🙂

  • U mnie kosmetyków się nagromadziło ostatnio ale mało które zakupiłam sama, dużo ich dostałam, a w zasadzie używam tylko paru 😉 z Twoich znam tylko Yves Rocher, reszty raczej nie używałam, może poza klips 😉

    • Ja Yves Rocher uwielbiam, chociaż zdarzyło mi się kupić kilka bubli 🙂 Zachęcam do zapoznania się także z innymi markami. Większość z nich jest naprawdę godna polecenia.

    • U mnie jest jej zdecydowanie za dużo, ale jakoś nie potrafię się jej pozbyć, więc po prostu nic nowego nie kupuję 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Scroll Up