Minimalizm, czyli sztuka życia tu i teraz

Minimalizm, czyli sztuka życia tu i teraz

Komu nigdy nie zdarzyło się marudzić niech pierwszy rzuci kamieniem. Cóż obstawiam, że nie ma takiego człowieka na świecie. Szef dorzucił Tobie więcej obowiązków? Dziecko zachorowało przez co nie sypiasz najlepiej? Partner doprowadza Cię do szwedzkiej pasji? Egzaminy oblane? Prawo jazdy niezdane po raz któryś? A czym to jest w obliczu śmierci?

5 grzechów głównych, które nie pozwalają nam żyć szczęśliwie

1. Pogoń za niczym

Uganiamy się za tym co ulotne, za tym co przemija. Za tym co nie jest zupełnie ważne. Chcemy mieć jak najlepszy i najszybszy samochód, najładniejszy dom, najdroższe ubrania. Wszystko musi być “NAJ”. Ciągle coś chcemy nie doceniając tego co mamy teraz. Doceniamy to, co mieliśmy dopiero w momencie, gdy to stracimy. Większość osób orientuje się niestety zbyt późno. Gdy nie da się już niczego odkręcić.

Mądre jest powiedzenie “Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Gonimy za rzeczami, których zawsze będzie pełno, za opinią i uznaniem ludzi, na których nam zupełnie nie zależy, nie doceniając ludzi, których mamy wokół. Ludzi, którzy niestety nie będą wiecznie czekać na nas i moment, gdy wreszcie znajdziemy dla nich czas i miejsce w swoim życiu. 

2. Odkładanie na nieokreślone później

Odkładamy plany i marzenia na jutro, tkwimy w tym co nas meczy i denerwuje. Nie próbujemy nawet nic zmienić, o nic zawalczyć. Ale jaki ma to sens? Niby jest stabilnie, ale jednak cały czas gdybamy, co by było gdybym jednak zmieniła tą pracę, której tak nienawidzę? Gdybym jednak odważyła się coś zmienić? Boimy się zmian, boimy się tego, co nie jest nam znane, ale przede wszystkim boimy się ryzyka. Jak to mawiają do odważnych świat należy i ja się z tym absolutnie zgadzam.

Nie będzie drugiej szansy. Życie to nie gra, w której w dowolnym momencie można cofnąć ruch i zrobić go ponownie. Musimy korzystać z tego co mamy. Odkładanie na później, to właśnie jeden z tych powodów, które powodują w nas frustracje i nie pozwalają, żyć szczęśliwie. Zamiast się ruszyć i spróbować coś zmienić, narzekamy na to co jest. Każdy jest kowalem swojego losu. Trzeba żyć tak, żeby będąc już w podeszłym wieku móc w godzinie śmierci powiedzieć z uśmiechem na ustach: “Żyłem i niczego nie żałuję”.

Boimy się wyrażać nasze zdanie, boimy się wyjść poza swoja strefę komfortu. A tak naprawdę niezależnie od tego co zrobimy i tak każdego z nas czeka taki sam koniec. Brzmi nieco drastycznie i pesymistycznie? Możliwe, że tak. Jest jednak coś pozytywnego w tym. Bo chociaż punkt A i B dla każdego z nas, czy tego chcemy, czy nie jest taki sam, to drogę, którą z punktu A dotrzemy do punktu B wybieramy sobie sami.

Każdy z nas może to życie przeżyć inaczej. Najważniejsze w życiu jest to, aby żyć. Tak prawdziwie, a nie na pokaz. Nie zmienimy tego co było, nie wiemy tego co ma dopiero nadejść, ale jesteśmy tu i teraz i to własnie tutaj możemy kreować otaczającą nas rzeczywistość.

3. przedmioty naszą kotwicą – nadmierny konsumpcjonizm

Kupujemy jak leci, co leci, ile wlezie. Zagracamy swoją przestrzeń rzeczami, których nie potrzebujemy. Ba! Których nie lubimy i nawet się nam nie podobają, ale są “na czasie”/ “tanie”/ “znajoma takie ma”. Za bardzo przywiązujemy się do rzeczy. Gdy dziecko przez swoją nieuwagę zbije nam talerz robimy mu awanturę. Ale czy naprawdę warto? To tylko drobnostka. Zawsze możemy dokupić nowy. Nic się przecież takiego nie stało. Dbamy o nasz samochód bardziej niż o członków rodziny. Pracujemy więcej, żeby móc kupić więcej kosztem czasu dla bliskich. Rodziny latami walczą w sądach o choćby skrawek obrusu po rodzicach niszcząc rodzinne więzi. Sąsiad sąsiada o zniszczone wiadro pozwie. Do czego to doszło? Czy to naprawdę jest ta droga, którą chcemy podążać?

Nie ma nic złego w posiadaniu rzeczy. Oczywiście powinniśmy o nie dbać, jednak nigdy nie powinniśmy się do nich przywiązywać i stawiać ich ponad innych ludzi, bo więzi tworzy się z ludźmi, a nie z przedmiotami.

4. Zazdrość

“Coś nowego ma sąsiadka? Ja też kupię! A jak nie mogę kupić? Nic nie szkodzi. Obgadam ją na osiedlu. Że się obnosi z bogactwem. Że nie ma na co wydawać. Że się chce pokazać. Kolega awansował w pracy? Pewnie ma plecy. A może się po prostu szefowi podlizywał? Nie zasłużył na to. To ja powinienem dostać awans!” 

Leczymy swoje kompleksy przygadując komuś. To nie tędy droga! Zazdrość i wychodząca z niej nienawiść nie przynosi niczego pozytywnego. Jak chmury na niebie te dwie koleżanki przysłaniają nam wszystko to, co piękne i pozytywne w życiu. Wyciągają z życia wszystkie jego kolory, pozostawiając jedynie biel, czerń i odcienie szarości.

Nie zawsze będziemy i przede wszystkim nie musimy być naj. Cieszmy się sukcesami innych tak jak swoimi! A jeśli u nas wiedzie się gorzej, to zamiast z zazdrością patrzeć na sąsiada, musimy ruszyć swoje cztery literki i postarać się coś zdziałać, coś zmienić na lepsze. Nic nie zrobi się za nas samo, a tym bardziej siedzeniem i marudzeniem niczego nie zmienimy. No może zmniejszymy ilość ludzi, którzy się z nami trzymają, ale to chyba nie o to nam chodzi, prawda?

5. Pracoholizm zabójca więzi rodzinnych

praca dom praca dom praca praca dom praca praca praca dom praca praca praca praca… A gdzie dom?

Chęć dążenia do nieosiągalnego ideału powoduje, że potrzebujemy więcej, więc i pracujemy więcej. Przynosimy pracę do domu. Nie mamy wolnego. Pracujemy non stop, 24/7, przez co jesteśmy przemęczeni, drażliwi i źli. To powoduje, że zaniedbujemy bliskie nam osoby, a przecież miało być tak pięknie! “Już kupiłem ten nowy samochód za 100 tys. niech inni widzą, że mi się dobrze wiedzie!” Ale co z tego, jak przez brak kontaktu z najbliższymi czujemy się osamotnieni? Zapominamy o rodzinie, o znajomych. Zrywamy kontakty. A to wszystko po to by… No właśnie, po co?

Work-life balance, czyli równowaga pomiędzy pracą a życiem prywatnym jest bardzo ważna w naszym życiu. Przede wszystkim trzeba się zastanowić, czy pracujemy po to, żeby żyć, czy żyjemy po to, żeby pracować, bo to ogromna różnica. Oczywiście marzenia trzeba spełniać, ale nie za wszelką cenę. Tak naprawdę w życiu najważniejsze są relacje jakie tworzymy z innymi ludźmi. Nie trzeba mieć wcale Rolexa na ręce, żeby być w towarzystwie ważnym i szanowanym.

Podobał mi się motyw z bajki “Coco”, którą polecam także dorosłym. Ma naprawdę wiele ukrytych życiowych mądrości w sobie. Jedną z nich jest właśnie to, że będziemy istnieć tak długo, jak długo pamiętać będą o nas inni. 

klucz do szczęśliwego życia

Kluczem do szczęśliwego życia jest docenianie. Docenianie tego co mamy. Że jesteśmy zdrowi, mamy 10 palców u rąk i u nóg, 2 nogi i dwie ręce. Że mamy rodzinę i przyjaciół, którzy są z nami zawsze, niezależnie od stanu naszego portfela. Że mamy co jeść, gdzie spać i w co się ubrać. Że żyjemy w spokojnych czasach, bez wojen i przelewu krwi. Że dzięki technologii mamy dużo więcej możliwości i udogodnień. Że kochamy i jesteśmy kochani. Że niezależnie od tego w jak zamożnej rodzinie się urodziliśmy możemy wszystko osiągnąć. Że możemy jeździć po świecie i odkrywać inne kultury. Ale przede wszystkim, że żyjemy i cały czas możemy jeszcze coś w tym naszym życiu zmienić.

Spróbujcie na koniec dnia zrobić listę rzeczy na kartce, telefonie, bądź w głowie za ile rzeczy jesteście tego dnia wdzięczni. A odkryjecie, ile tak naprawdę macie. Bo prawdziwie bogaty nie jest ten, co ma miliony na koncie, a ten, który pod koniec dnia leżąc w łóżku może powiedzieć “Dziękuję za to co mam, nie chcę nic więcej. Jestem po prostu szczęśliwy”.

Cieszmy się z każdej chwili. Starajmy się nawet w niezbyt przyjemnych sytuacjach znaleźć jakiś pozytyw. Aby szczęśliwe żyć trzeba nauczyć się doceniać, zauważać i cieszyć się nawet z najmniejszych rzeczy. Z drobnych gestów. Z tego, że ktoś nam pomoże i z tego, że my komuś pomożemy. Z tego, że świeci słońce i z tego, że po dniach suszy wreszcie pada. Z tego, że jest ciepło i że można iść na plażę i z tych chłodniejszych dni, które dają nam wytchnienie.

PS. Polecam Wam tutaj lekturę książki o Hygge, czyli duńskim przepisie na szczęście. Ich podejście do życia naprawdę jest godne podziwu.

Minimalizm, czyli sztuka życia tu i teraz

Właśnie tego wszystkiego uczy nas minimalizm. Ograniczenie i poskromienie naszej chęci do bycia “naj” we wszystkim. Do posiadania jak najlepszych, najnowszych, najładniejszych, najdroższych rzeczy. Uświadamia nam, że mniej znaczy więcej i że w życiu najważniejszy jest umiar. Słynny Yin i Yang. Trzeba cieszyć się tym co mamy. Zdrowiem, rodziną, znajomymi. Naszymi nawet najmniejszymi sukcesami, ale także sukcesami innych.

Minimalizm zwraca uwagę na to, co duchowe. Wskazuje, że przywiązanie do rzeczy nie jest niczym dobrym. Że można być szczęśliwym człowiekiem mając niewiele. Mówią, że pieniądze szczęścia nie dają i coś w tym chyba jest. A jak Wy uważacie?

Zobacz także



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Scroll Up