Jak stworzyć minimalistyczną kuchnię?

Po porządkach w bibelotach, książkach i papierach wreszcie przyszedł czas na ogarnięcie kuchni. Jak stworzyć minimalistyczną kuchnię? Oj to zadanie nie będzie takie proste. Dlaczego? Bo najprościej w świecie rzecz ujmując, tam jest dosłownie wszystko. Siatki, siateczki, wszelakie naczynia, sprzęty, często książki kucharskie, przybory kuchenne i wiele, wiele innych pewnie by się znalazło. Z doświadczenia wiem, że porządki tam zajmują zazwyczaj najwięcej czasu.
Jak to wszystko ogarnąć, żeby nie poddać się w trakcie? Najlepiej zacząć od jednego kąta i stopniowo przechodzić do następnych. Najłatwiej jest porządkować kuchnię sekcjami lub też każdą szafką osobno. Przygotujcie kilka worków na śmieci i zaczynamy.
Jak stworzyć minimalistyczną kuchnię?
Na pierwszy rzut idą TALERZE, KUBKI I reszta naczyń
Wszelkie nadtłuczone, popękane naczynia powinny wylądować gdzie? Tak, w koszu na śmieci. Po pierwsze nieestetycznie wyglądają, a po drugie można czasem sobie nimi krzywdę zrobić. Posiłek powinien być pewnego rodzaju ceremonią, a nie jedynie zaspokajaniem swoich podstawowych potrzeb. Nie jesteśmy w końcu zwierzętami! Nawet prymitywni ludzie zwracali uwagę na estetykę. Otaczajmy się więc ładnymi rzeczami na co dzień. W końcu obecnie nie muszą one kosztować fortuny. Uwierzcie mi, to naprawdę dużo zmienia w naszym samopoczuciu.
Po szczegółowej selekcji posiadanych egzemplarzy należałoby zabrać się za ich sensowne ponowne rozmieszczenie w szafkach. Talerze, miski, miseczki i półmiski powinny znajdować się w jednej szafce. Tak samo wszelkie kubki i szklanki. To ułatwia nie tylko korzystanie z nich, ale także ich lokalizację. Więcej nie zapomnimy już o porcelanowej misce z efektownym zdobieniem, która wcześniej leżała gdzieś w dolnej szafce, z tyłu zaraz za mikserem.
INNE PRZYBORY KUCHENNE

Posegregujmy wszystkie sztućce do osobnych przegródek, tak żebyśmy zawsze wiedzieli gdzie na pewno je znajdziemy. Do tego najlepsza jest oczywiście szuflada, ale stojący pojemnik z przegródkami także da radę!
Noże także powinny znaleźć się w jednym miejscu. Mogą być obok sztućców, ale nie muszą. W wielu sklepach możemy znaleźć specjalne stojaki, czy uchwyty na noże i to też jest fajne rozwiązanie, przy założeniu, że mamy gdzie je postawić, czyli mamy dużo blatu roboczego. Alternatywą dla nich są magnetyczne listwy na noże, które możemy zamontować nad blatem. Nie zajmują wiele miejsca, wyglądają efektownie i są bardzo wygodne.
Stare, podziurawione, pociachane deski do krojenia także powinny przejść już na emeryturę. Nie wiem, czy wiecie, ale tak naprawdę powinniśmy mieć minimum dwie deski do krojenia w domu, szczególnie jeśli są one drewniane. Jedną do mięsa i drugą do pozostałych rzeczy. To naprawdę jest ważne, bo chodzi tutaj o nasze zdrowie! W drewnie mogą gromadzić się resztki mięsa, które w procesie gnilnym uwalniają toksyczne substancje. Jeśli używamy, więc tej samej deski do mięsa i reszty produktów sami siebie poniekąd trujemy.
Inne przyrządy, których:
a) nie używamy,
b) stan pozostawia wiele do życzenia,
c) mamy nadmiar,
powinniśmy także się pozbyć. Nie potrzebujemy 5 specjalnych łyżek do mieszania sałatek, ani 15 lejków. 2 łyżki i 3 różnej wielkości lejki (lub jeden wielofunkcyjny) zdecydowanie wystarczą.
PRZYPRAWY

Przyprawy powinniśmy przechowywać w szczelnie zamkniętych opakowaniach, żeby nie traciły swojego aromatu. We wszystkich sklepach z wyposażeniem wnętrz znajdziecie do tego specjalne opakowania. Mogą to być pojemniki z różnymi rodzajami otworów na pokrywce, zwykłe, hermetyczne słoiczki lub puszki, czy jeszcze inne wynalazki.
Ważniejsze od ich rodzaju, jest to, żeby każdy pojemnik był opisany, żebyśmy wiedzieli co się tam dokładnie znajduje. Jeśli nie macie miejsca na słoiczki, to możecie trzymać je w oryginalnych opakowaniach, zwiniętych i najlepiej dodatkowo przymkniętych klipsem, czy spinaczem.
Wszystkie otworzone przyprawy powinny znaleźć się w specjalnie do tego wytypowanym pojemniczku i być poukładane. Natomiast wszelkie zapasowe opakowania przypraw najlepiej jest umieścić z jednej strony, żebyśmy wiedzieli dokładnie, gdzie ich później szukać.
SPIŻARKA

Macie taką w domu, czy produkty spożywcze trzymacie gdzie popadnie? Jeśli jesteście w tej drugiej grupie warto wyznaczyć sobie jedną szafkę specjalnie na wszelkie artykuły spożywcze typu makarony, kasze, kawy, herbaty, jedzenie w słoikach i inne. Uważam, że najlepiej jest sobie ją podzielić pod względem tego co się tam znajduje.
Z oczywistych względów na domową spiżarkę najwygodniej jest wybrać szafkę na dole. Do wszystkiego będziemy mieć łatwy dostęp. Zazwyczaj w takiej szafce mamy po 2 lub 3 półki, a więc idealnie. Szuflady, także świetnie się sprawdzą.
Na jednej półce powinny znaleźć się wszelkie kawy, herbaty, kakao itp. a ponieważ statystycznie używamy ich najczęściej to powinny mieścić się w zasięgu ręki, czyli w tym przypadku na górnej półce.
Na drugiej półce powinny znaleźć się wszelkie mąki, kasze, ryże, cukry, makarony, czy inne suche produkty. Najlepiej do każdego z nich mieć osobne pudełko i je opisać. Będzie ładniej, łatwiej i przyjemniej!
Na trzeciej półce powinny znaleźć się także wszelkie przetwory w słoiczkach i płyny – dżemy, ketchupy, oleje, pikle etc.
Jeśli macie jeszcze jedną półkę wolną to warto wrzucić tam wszelkie przekąski (paluszki, chipsy, chrupki, ciasteczka itp.) i soki. Można powiedzieć, że jest to półka na gorszy humor lub wizytę znajomych.
PS. Przy przekładaniu produktów koniecznie zwróćcie uwagę na ich datę ważności. Szczególnie jeśli zalegały dość długo, bo może się okazać, że część z nich już nie jest zdatna do spożycia!
KSIĄŻKI KUCHARSKIE

Jeśli macie w kuchni na nie miejsce, to super. Jeśli nie to może znajdziecie, gdzieś miejsce na powieszenie niewielkiej półeczki? Wystarczy podpórka na książki z brzegu, kilka książek ustawionych obok siebie i np. doniczka z przyprawą obok. Efekt będzie świetny a i przepisy będą na wyciągnięcie ręki! Nic tylko pichcić!
SPRZĘTY kuchenne
Wszystkie sprzęty kuchenne (mikser, blender, gofrownica itd.) także powinny znajdować się jeśli nie na jednej półce, to chociaż na półkach obok siebie, żeby w razie potrzeby bez problemu i przekopywania każdej szafki po kolei można było je odnaleźć.
LODÓWKA
Przy okazji porządków warto ją umyć. Wyjmijcie całą jej zawartość. Dobrze wyszorujcie wszystkie półki i półeczki. Następnie osobno ułóżcie warzywa (w większości lodówek są na to przygotowane specjalne szufladki).
UWAGA, warzyw w lodówce nie powinno się przechowywać w foliach – szybciej się psują. Warto wykorzystać do posegregowania warzyw stare pudełka po lodach, ułożyć ich tyle ile się zmieści w szufladzie i do każdego pojemnika włożyć coś innego. W ten sposób widzimy czarno na białym ile czego zostało i w jakim jest stanie.

Na osobną półkę zasługują też sery i wędliny, a także wszelkie nabiały. Wędlina i ser trzymane w szczelnych pojemnikach także psują się wolniej! Ważne jednak, żeby były one przezroczyste. W ten sposób widzimy co jest w środku i ile tego zostało.
Na drzwiczkach natomiast najlepiej trzyma się małe słoiczki np. z ketchupem, majonezem, musztardą itd., jajka oraz wszelkie butelki, słoiki i mleko.
FORmy i foremki DO PIECZENIA
Najłatwiej jest schować je w piekarniku. Nie trzeba będzie przy każdym pieczeniu ciasta ich wyjmować z odmętów szafek. Prosto, szybko i wygodnie!
SIATKI I SIATECZKI

Oj z doświadczenia wiem, że potrafi się ich nazbierać całkiem sporo, jednak nie powinny one się walać luzem po całej kuchni. W Ikei można kupić specjalny pojemnik na nie, który można przywiesić z brzegu lub wewnątrz szafki i tam wszystkie siaty ładnie i estetycznie pochować.
A może zamiast zbierać foliówki, przerzucicie się na torby ekologiczne? Zajmą o wiele mniej miejsca, będą wielorazowego użytku, a do tego mogą być naprawdę piękne! No i nie szeleszczą! Wiem, że niektórych ten dźwięk doprowadza na granice wytrzymałości… PS. W lutym 2019 sklep M.Girl zostanie wznowiony wraz z nowym asortymentem i nowym wyglądem strony. Także będzie można znów zaopatrzyć się w piękne siatki, torby i plecaki.
PODSUMOWANIE
Kilka najważniejszych przykazań podczas sprzątania kuchni:
– Nie miejmy litości dla rzeczy uszkodzonych, bądź wysłużonych, powinny przejść na emeryturę!
– Nie zagracajmy sobie niepotrzebnie blatów. Im mniej tam leży, tym więcej mamy miejsca na przygotowywanie posiłków. Co możemy lepiej schować do szafek lub poustawiać na otwartych półkach.
– Wykorzystujmy maksymalnie potencjał swojej kuchni i nie wrzucamy do niej więcej niż jest w stanie pomieścić się w szafkach.
– W miarę możliwości warto kupować przyrządy wielofunkcyjne, zamiast mieć akcesoria do każdej potrawy z osobna. Oszczędzimy nie tylko miejsce, ale także i pieniądze!
– Pamiętajmy, żeby nie kupować za dużo rzeczy na zapas. Później i tak o nich albo zapomnimy, albo nie zdążymy wykorzystać przed upływem terminu przydatności do spożycia.
– Odkładajmy rzeczy na odpowiednie półki po każdym użyciu. Dzięki temu taki czasochłonny porządek wystarczy raz na pół roku i będzie tylko formalnością.
Czego macie zdecydowanie najwięcej w swojej kuchni? Czy dodalibyście jeszcze coś o czym warto pamiętać podczas porządków, do tej listy?

Kusi mnie, doprawdy bardzo mnie kusi, aby napisać kilka słów o minimalistycznej kuchni. Nie, w żadnym wypadku nie jest to uzupełnienie wpisu na tym, jakże znakomitym, blogu. Nie mam takich aspiracji. Kiedy ten blog się czyta to …to… smakuje… smakuje jak „czarny specjal” w barze „Pod rurami” po zwycięskich derbach. Kusi napisać o kuchni minimalistycznej… ze względu na … rozmiar. Pomieszczenia. Okazuje się, że to naprawdę ciekawa historia. Na minimalną powierzchnię kuchni wpływ miały takie „kuchenne” zagadnienia jak: lufy karabinowe, konserwy i emancypacja. Jak to można powiązać? Bardzo prosto, jeżeli znajdzie się wspólny mianownik w postaciach: geniusza wojny, dyktatora z sumiastymi wąsami i pewnej pani, która nigdy nie gotowała.
Sposób aranżacji kuchni różnił się m. in. ze względu na warunki geograficzne. Tam, gdzie było bardzo gorąco, ludzie starali się gotować jak najszybciej. W naszych szerokościach geograficznych, gdzie koniecznością było utrzymywanie ognia ze względu na niską temperaturę, posiłki można było gotować wolniej. Kuchnia była centrum życia domowego, gotowało się tam jedzenie, było ciepło. Nie dziwota więc, że ugotowane jedzenie tam też spożywano, w końcu w kuchni było najcieplej. Pomieszczenie kuchni, z reguły, było duże. Tam gotowano, jedzono i często także spano. Problemem był dym, ale z nim poradzono sobie. Komin pojawił się w czasach późnego Imperium Rzymskiego, ale do celów domowych przystosowano go w średniowiecznej Anglii. Ale przecież my, do licha, nie o historii kuchni, tylko o zminimalizowaniu jej metrażu. Do sedna więc.
„Wojsko maszeruje na brzuchu” mawiał Napoleon Bonaparte. Cesarz wiedział doskonale, że z głodnymi żołnierzami nie „wejdzie w buty” Henryka VIII (szekspirowskie „ mordować!!! krzyknie i spuści psy wojny”). Żołnierz zabija. Po to jest żołnierzem. Głodny żołnierz też zabija. Ale kury. Żeby pusty brzuch napełnić. Dlatego też Cesarz chciał ułatwić zaopatrzenie żołnierzy w żywność. Z inicjatywy Napoleona powstały więc konserwy. Początkowo szklane, potem, bardziej wytrzymałe, metalowe. Około 1810 r. A kuchenki gazowe jakieś 10 lat później. Możliwość skonstruowania kuchenki gazowej zaistniała dopiero wtedy, gdy wojny toczone przez Napoleona wymusiły masową i tanią produkcję luf karabinowych. A rury gazowe też musiały być tanie i wytrzymałe. Było więc – jak znalazł. Nie pierwszy to przykład, że wojskowe wynalazki przyczyniły się do postępu „cywilnego”. Bez kuchenek gazowych i żywności konserwowanej przygotowanie posiłku było wielogodzinnym przedsięwzięciem. Teraz można było szybko ugotować obiad, łatwo odgrzać go następnego dnia a na czas wolny przygotować domowe konserwy i zapakować je do słoików.
Pani Margarete Schutte – Lihotzky, architektka, komunistka i aktywistka (ale zestaw!) uznała, że należy pomieszczenie kuchenne zaprojektować tak, aby zmaksymalizować wydajność kobiet. Wzorowała się na Fredericku Taylorze, twórcy naukowych podstaw fabrycznej produkcji taśmowej. Za wzór służyły jej okrętowe kambuzy. Zaprojektowała kuchnię o wymiarach 2 x 3,5 m, aby wszystko znajdowało się w szufladach, „pod ręką”. Swój projekt zaprezentowała we Frankfurcie w 1926 roku, stąd nazwa – „kuchnia frankfurcka”. Swoim pomysłem zainteresowała Związek Sowiecki, do którego przyjechała na zaproszenie samego Stalina. Czy odniosła tam sukces? Dość powiedzieć, że takie kuchnie szybko pojawiły się w komuszych, nowo powstałych miastach, m.in. Magnitogorsku i Konsomolsku. Feminizm i komunizm – zaiste nader ciekawym jest, jak te dwie ideologie łatwo się dogadują. A ironią losu jest to – do czego chętnie przyznawała się sama Lihotzky – ona sama nigdy nie gotowała i zawsze stołowała się w restauracjach.
Dwóch facetów i kobieta. Ich pomysły. Niekoniecznie zamierzone. Ale może to daje kłam teorii, że gdyby tylko faceci to … świat by się składał tylko ze stadionów i budek z piwem.