Historie prawdziwe #3, na poprawę humoru

Dzisiaj trzecia i ostatnia część historii prawdziwych. Dlaczego ostatnia? Dlatego, że nie mam już więcej historii dla Was :/ Możliwe, że jeszcze kiedyś seria zostanie wznowiona, czas pokaże. Teraz w ramach comiesięcznego wpisu ku poprawie nastroju zapraszam na historie prawdziwe #3. To zaczynamy!
Pst! Zobacz też część pierwszą i część drugą!
Matka też może mieć gorszy dzień!
„Ja tak po matkowemu do przygotowanej butelki z wodą, zamiast wsypać mleko modyfikowane wsypałam kawe, co wiecej zorientowałam sie dopiero jak butelke miałam podać córce, to była kawa z 6 miarek!”
~ Aleksandra z Mama Ayla
Nie chwal dnia psa, przed zachodem słońca

„O, jak zaczynałam dopiero z moją stroną – Dama w błocie, która jest o mojej Lady – i pierwszy raz w czymś brałam udział wiedząc, że zdjęcia trafią na moją stronę byłam tak podekscytowana, że gdy rozmawiałam z organizatorką wydarzenia smycz wypadła mi z ręki, a Lady pobiegła do dwóch bawiących się psów nie reagując na moje wołania, bo przecież jestem na drugim końcu smyczy, nie? (o, jednak nie? Naprawdę?) I tak oto skończyłam próbując złapać smycz mojego psa zaraz po tym, jak mówiłam, że otworzyłam stronę o mojej Lady i jaka to ona jest grzeczniutka. (Bo jest grzeczniutka – ale nie wtedy, gdy myśli, że mam ją na smyczy, bo wtedy zawsze ma mnie gdzieś)”
~ Małgorzata z bloga Dama w błocie
Nienawidzę poniedziałków!
„Poniedziałek rano, ja jeszcze przed kawą (czytaj: zombie) wpada szef, który nie do końca kojarzył młodszych stażem pracowników.
– Dzień dobry, (tu padło imię i nazwisko szefa),
– Dzień dobry, – tu powinno paść moje imię i nazwisko, ale zamiast tego powiedziałam – tak, wiem, szefie, kim pan jest…
Chyba nie muszę pisać, że nie takiej odpowiedzi się spodziewał i dalsza konwersja przebiegała przez „pan-pani” i miała bardzo rzeczowy charakter… Oczywiście kontynuowałam dialog jak gdyby nigdy nic, zorientowałam się dopiero po kawie teraz mnie to bawi, wtedy przeżywałam…”
~ Ewelina z bloga Kochaj i twórz
Numer z telefonem

„U mnie numerem jeden był, jest i chyba już zawsze będzie numer z telefonem. Jakieś cztery lata temu luby rozmawiał wieczorem przez telefon. A że byliśmy gdzieś umówieni, ja się zebrałam i pogoniłam, żebyśmy już wychodzili. Rozmawiać może po drodze. Stoimy na klatce schodowej, ja zamykam drzwi i standardowo pytam go (on ciągle gada przez ten telefon), czy ma wszystko co potrzeba, dokumenty, itp? A on taki zdezorientowany: Poczekaj Adam (do kumpla w słuchawce), Aga, gdzie ja mam telefon? Chyba nie wziąłem! (i w tym samym momencie drugą ręką, bo pierwsza ciągle trzyma telefon, szpera w kieszeniach w poszukiwaniu tego nieszczęsnego urządzenia). Jego mina, gdy mu powiedziałam-bezcenna. A ja się popłakałam ze śmiechu. Nawet kumpel w słuchawce rechotał :D”
~ Agnieszka z bloga Piórko na biurko
Dom domowi nie równy
„Zapraszając moją chrzestną na moje 18 urodziny – zamiast powiedzieć, że odbędą się w domu kultury, powiedziałam, że w domu PUBLICZNYM XDDD”
~ Paula z bloga Paula Cierpiak
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie

„Przypomniało mi się jeszcze jedno. Gdy pracowałam w biurze spedycji (coś koło 4-5 lat temu), ze mną w jednym pomieszczeniu siedziały jeszcze dwie dziewczyny. W drugim pomieszczeniu obok siedział szef i dwóch chłopaków. Te dwa biura były połączone, więc wszystko słychać, o czym kto gada w obu pomieszczeniach. Miałyśmy luźniejszy dzień, jedno dziewczę przyszło akurat w nowych paznokciach i się chwali, że sama sobie dokleiła i pomalowała. I tak gadamy o tych kosmetyczkach i paznokciach, a ja w pewnym momencie pytam: dziewczyny, też myślę, żeby spróbować. A nie wiecie gdzie tu w okolicy robią TANIO I DOBRZE? Miałam na myśli oczywiście tipsy. Ale męskie grono parsknęło śmiechem i usłyszałam „W Villa Rosa”! (Domyślacie się, co to za miejsce 😉 )”
~ Agnieszka z bloga Piórko na biurko
Mam nadzieję, że chociaż jedna z tych historii poprawiła Wam humor 😀 A Wy? Jakie mieliście zabawne sytuacje w życiu? Opowiedzcie w komentarzach 😉


Już widze minę chrzestnej słysząc o domu publicznym 😀
Też o tym pomyślałam 😀
Świetny wpis, psią opowieść znam doskonale.
Urodziny w domu publicznym? Chciałabym to zobaczyć! I te atrakcje… 😀
Ojj, zapewne byłoby co wspominać, szczególnie Panowie byliby zadowoleni 😀
A ja kiedys poczetsowalam gosci sola do kawy zamaist cukrem :).
Hahah, też tak można 😀
Bardzo podoba mi się ta trzecia cześć wrócę do wcześniejszych
Zapraszam 😀
Historia z telefonem – bezbłędna. Kiedyś szukałam swojego telefonu trzymając go w ręce 😀 Więc można 😀
To prawda, czasem człowiek jest tak roztrzepany, że głowy by zapomniał 😀
hihi fajny wpis, z chęcią przeczytam więcej
To zapraszam na część pierwszą i część drugą 😀
Mialam taka sama sytiacje z moim psem znam to hahah lacze sie w bolu