Czy istnieje must have?

Każda z nas przynajmniej raz (chociaż szczerze w to wątpię, że tylko jeden raz) słyszała hasło „musisz to mieć w swojej szafie” czy „ ta rzecz to must have na ten sezon”. Z każdej strony jesteśmy dosłownie bombardowane takimi hasłami. Dlaczego? Ponieważ jest to jedna z najlepiej działających, psychologicznych zagrywek sztabu osób, odpowiadających za marketing niemal każdej marki (nie tylko odzieżowej). Słyszymy je w telewizji i w radiu, czytamy w gazetach i na blogach.
Na czym polega fenomen must have?
Otóż, słysząc od osoby, która jest pewnego rodzaju influencerem (osobą mającą wpływ na opinię publiczną na przykład jakiejś popularnej blogerki czy gwiazdy), że te spodnie są hitem tego sezonu i Twoja szafa nie może się bez nich obejść, podświadomie kodujesz sobie wiadomość w głowie . „Jeśli chcę dobrze wyglądać i być modnym, muszę koniecznie kupić te spodnie”. Idziesz do sklepu, kupujesz… a później? No właśnie… Ze swojego doświadczenia wiem, że większość tego rodzaju zakupów pod wpływem chwilowej mody, skończyło na dnie szafy. Czasem nawet bez odciętej metki.
Oczywiście, nie ma nic złego w kupowaniu rzeczy, które nam się podobają, pasują do naszej sylwetki i reszty rzeczy w naszej garderobie a przy okazji są na czasie. Pamiętajmy jednak o tym, aby przemyśleć chęć zakupu takiej rzeczy. Jeśli wynika ona tylko z tego, że jest to modne w danej chwili i „wszyscy” to mają, lepiej odpuścić sobie taki zakup. Zyska na tym nie tylko Twoja szafa, ale także samopoczucie (bo nie dałaś się nabrać na tani chwyt marketingowy) i oczywiście portfel. Jeśli jednak, nawet pomimo tego iż za 2 miesiące może być to „niemodne” masz ochotę kupić daną rzecz i uważasz, że bez niej Twoja szafa nie będzie taka sama, to kupuj śmiało.
Must have to tylko chwyt marketingowy!

Dla mnie, nie ma czegoś takiego jak „must have”. Jestem przeciwna takiej teorii.
Po pierwsze dlatego, że jest kreowana przez koncerny odzieżowe, które na siłę starają się nam wcisnąć 10 parę jeansów tylko dlatego, że jest teraz modne i totalnie must have. A to czy je kiedykolwiek założysz, już nikogo nie obchodzi. W końcu pieniądze są już na ich koncie – ich zadanie zostało wykonane.
Po drugie każda z nas jest inna. Ma inną figurę, wiek, styl i potrzeby. To co będzie pasować wysokiej dziewczynie, nie musi pasować niższej i vice versa. Nie każdy musi ubierać tak samo. Nie dajmy się zwariować.
Must have a podstawa garderoby

Must have jednak nie dotyczy tylko kwestii chwilowych trendów. Często szukając porad o tworzeniu podstawy garderoby, przekonywano mnie, że lista pt. „Musisz to mieć!” jest najlepszym (często jedynym) rozwiązaniem, bo przecież każda kobieta w szafie musi mieć… . No właśnie, czy naprawdę musi?
Oczywiście, każdy w szafie potrzebuje czegoś na górę, czegoś na dół, bielizny i oczywiście szeroko rozumianych dodatków, a także opcjonalnie strojów jednoczęściowych (kombinezonów bądź sukienek). Jednakże nie każda kobieta lubi chodzić w sukienkach, więc zmuszanie jej poprzez stwierdzenie „przecież każda kobieta w szafie musi mieć sukienkę” jest sztuczne i wcale nie pomaga w tworzeniu „podstaw garderoby”.
Podstawą garderoby są ubrania, które bardzo lubimy, w których czujemy się swobodnie i w oparciu o te elementy, chcielibyśmy tworzyć resztę zestawów. Zatem jeśli będziemy posiadali tam rzeczy, które nijak mają się do naszych potrzeb to i tak nie będziemy ich nosić. Co jest zaprzeczeniem ich początkowego przeznaczenia.
Na moim przykładzie

Myślę, że to najlepszy czas żeby bardziej obrazowo przedstawić całą sytuację i przytoczyć anegdotkę z mojego życia.
Otóż, jakiś czas temu natrafiłam na artykuł o budowaniu podstawy garderoby czyli w skrócie co każda kobieta musi w szafie mieć. Po kolei były wymieniane i prezentowane: czarna ramoneska, czarne (spodnie) rurki, … , jeansowe spodnie boyfriendy (koniecznie z dziurami bo są najmodniejsze w tym sezonie), biały t-shirt z kieszonką i dekoltem V, czarna obcisła spódnica, wysokie szpilki, marynarka, biała koszula itd…. A więc posłusznie zrobiłam listę tych rzeczy, których akurat nie miałam u siebie w szafie, a które muszę mieć i ruszyłam na zakupy.
Nie ukrywam, wydałam na nie trochę, ale miała to być przecież inwestycja w podstawę mojej garderoby, bez której nie mogłam się obyć, prawda? Wszystkie argumenty twórców tej listy były jak najbardziej logiczne i muszę przyznać, że do mnie, jako osoby zaczynającej przygodę z własnym stylem w tamtym momencie całkowicie przemawiały. Jednak większości z tych rzeczy nigdy nie założyłam lub założyłam raz i nigdy więcej. Zapytacie – „Dlaczego? Przecież to podstawa garderoby, którą każdy musi mieć”.

Wnioski
Ponieważ nie ma czegoś takiego jak „musisz to mieć”. Luźne spodnie nie pasują do każdej figury, szpilki nie są najwygodniejsze na co dzień (PS. podziwiam wszystkie kobiety, które na co dzień chodzą w wysokich obcasach – dla mnie było to niezbyt miłe doświadczenie) a koszula niekoniecznie musi być biała. Dopiero niedawno sobie to uświadomiłam, odnajdując te „podstawowe, (nie)zbędne” rzeczy na dnie szafy.
Oczywiście, zapewne część rzeczy z takiej listy pokryje się z Twoimi potrzebami i nie ma w tym nic złego, a nawet można uznać, że masz ułatwione zadanie. Jednak zazwyczaj nie wszystkie elementy będą trafione w dziesiątkę. Dlatego dość istotnym elementem planowania podstaw garderoby jest ustalenie preferencji i wymagań, którym Twoja garderoba musi sprostać. Dzięki temu będziesz w stanie stworzyć idealnie dopasowaną do Ciebie garderobę, przy pomocy której będziesz wyglądać i czuć się świetnie na co dzień.
Podsumowanie
Każda z nas powinna znaleźć swoje własne must have, które odpowiada naszym spersonalizowanym potrzebom. Nie dajmy się omamić, że nasza szafa i wizerunek ucierpi jeśli nie kupimy najmodniejszej w tym sezonie bluzki czy sukienki. Jeśli nie czujesz się dobrze w białej koszuli – nie zmuszaj się do jej posiadania tylko dlatego, że ktoś twierdzi iż bez niej Twoja szafa będzie niekompletna. Możliwe, że inny kolor bądź wzór będą zdecydowanie lepiej wpasowywać się w Twój gust. A co jeśli nie? Nic nie szkodzi, nie każdy musi chodzić w koszulach!
W skrócie:
- Nie wierz reklamom, że kolejna bluzka, w której notabene nie czujesz się dobrze, sprawi, że będziesz wyglądać jak milion dolarów – Uwierz mi, tak długo jak źle czujesz się w tym co nosisz, nie będziesz wyglądać dobrze. Nawet jeśli Twoje rzeczy będą pochodzić od czołowych projektantów mody i kosztować fortunę.
- Nie ma jednej, uniwersalnej listy konkretnych rzeczy, które muszą znaleźć się w Twojej szafie. Każda z nas jest inna więc nie wszystkim będą pasować luźne/obcisłe spodnie czy krótka spódniczka w kolorze amarantowym.
- Nie kupuj rzeczy pod wpływem chwilowej mody. Kupuj je tylko wtedy, gdy jesteś pewna, że jest to dobra inwestycja w Twoją garderobę i pasuje ona do posiadanych już rzeczy.
Dajcie znać w komentarzach co Wy, kochane czytelniczki, sądzicie o kwestii must have?
Zapraszam do śledzenia mojego bloga i lektury następnych wpisów, które ukażą się już niebawem!

moim must have są na pewno rozkloszowane spódniczki i sukienki 🙂 tego nigdy u mnie za wiele (no dobra, niewiele ich mam, ale bardzo lubię 😉
Moja faza na „must have” tego sezonu minęła na szczęście już kilka lat temu. A od dłuższego już czasu moja garderoba przechodzi powolną przemianę, której bazą i „must have” stają się neutralne, bazowe, proste ubrania, które noszę najczęściej 😉
Dla mnie must hae to jeasny, wygodne dresy, buza z kapturem i sportowe buty 😀
Zgadzam się z Twoim tekstem w 100%,. Ogólnie mimo, że prowadzę blog modowy jeszcze chyba nigdy nie użyłam tego sformułowania 🙂
agnesssja.blogspot.com
To bardzo dobrze o Tobie świadczy 🙂
Będąc w ciąży, moim Must have są leginsy i koszulki:)
Nie wyrzucam raczej swoich ubrań i bardzo często te must-have po prostu nie trafiają w moje gusta. Kupuję tylko to co będę dłużej nosić 😀
Mam kilka swoich „must have”, ale najważniejszym z nich jest uśmiech na twarzy i życzliwość!!!
To chyba najlepszy i najbardziej uniwersalny must have jaki możemy mieć 🙂
Niestety, ludzie są nabierani w każdej sekundzie, a Ci, co bardziej podatni na wpływy czynników zewnętrznych, nawet nie mają własnego zdania. Jestem za tym, że każdy nosi to, co lubi – ot zasada. Must have to totalny subiektywizm!
Ściskam 🙂
Bardzo dobrze napisane. Do wszystkich „must have’ów” podchodzę zawsze ostrożnie – tak samo do chwilowych trendów, jak i do listy klasycznych niezbędników, które podobno muszę mieć w szafie. W tym drugim przypadku przekornie zawsze coś na opak, zamiast czerni wybieram granat, ramoneskę mam, ale niebieską. „Must have” zawsze siedzi w mojej głowie – ubranie musi mi się naprawdę spodobać, żebym dopuściła do siebie jakikolwiek marketingowy przekaz, jaki za nim stoi.
TO fakt, też się z tym zgadzam. Każdy powinien kierować się tym co mu podpowiada intuicja..
Myślę to samo – jeśli jest coś takiego, jak must have, to dla każdego dopasowane indywidualnie, do stylu, stylu życia, figury i preferencji ?
mam bardzo podobne zdanie. Nic nie muszę. Mogę, ale nie muszę. spoko podejście.
Dokładnie! 🙂
Nie zdarzyło mi się jeszcze kierować opinią innych w kompletowaniu garderoby- to mi musi się coś podobać i ja mam się w tym dobrze czuć :).
Tak trzymać! 🙂
Świetny tekst! Sama, gdy tylko na blogu widzę „musisz to mieć” czy „must have” – wychodzę. Wolę chodzić w tym, w czym dobrze się czuję, niż nadążać za wyznaczanymi trendami 😉
Też mnie to irytuje, jednak niestety można znaleźć tego typu frazy w bardzo popularnych blogach :/
Każdy ma swój włąsny must have. Trzeba mieć swój styl 🙂
Tak jest! 😀
Jak najbardziej się z Tobą zgadzam! Każdy powinien mieć swoje „must have”, a nie pędzić za modą. Nie wszyscy w różnych rzeczach czują się dobrze, a wygoda to jednak ważna rzecz 🙂
Cieszę się, że podzielasz moje zdanie 🙂
Dla mnie must have to właśnie podstawa garderoby bez której nie mogę się obyć. I dla każdego będą to inne elementy. Dla mnie jeansy i dobrej jakości kardigan. I nie ma to nic wspólnego z koniecznością kupowania czegoś nowego w każdym sezonie.
Dokładnie tak! 🙂