Co daje w życiu minimalizm?

Co daje w życiu minimalizm?

Wiele osób odrzuca ideę minimalizmu ponieważ utożsamiają ją z ascetyzmem. Nie zaprzeczam. obydwie filozofie mają ze sobą nieco wspólnego. Chociażby to, że zarówno w minimalizmie jak i w acetyzmie dobrowolnie wyrzekasz się pewnych dóbr. Jednak w przypadku minimalizmu Twoim celem nie jest wcale stanie się bardziej świętą, czy uduchowioną osobą. Religia nie ma tutaj nic do rzeczy. W minimalizmie wszystkie rzeczy, których się podejmujesz robisz dla siebie. Zastanawiasz się pewnie co możesz z tego mieć. Co tak naprawdę, co daje w życiu minimalizm? Jak się (mam nadzieję) przekonasz, całkiem dużo rzeczy.

co daje w życiu minimalizm?

Minimalizm polega na wyzbyciu się zbędnych rzeczy oraz takich których to mamy nadmiar. Dla każdego pod słowem zbędny zapewne będzie kryło się coś innego. Jest to jak najbardziej zrozumiałe. W końcu każdy z nas jest inny, ma inne potrzeby, wymagania i upodobania.

Definicja nadmiaru także może być różna dla różnych osób. Dla jednego nadmiar w przypadku np. par butów to 6 par. Dla innego może to być 20 par, a jeszcze dla innej osoby nadmiar w ilości par butów może w ogóle nie istnieć. Akurat w brak ilości która stanowiłaby nadmiar nie wierzę. No chyba, że mówimy o miłości, ale to nie ten przypadek. Bo w kwestii rzeczy materialnych nadmiar istnieje zawsze, chociaż może się nieco różnić w pojmowaniu.

z mojego doświadczenia…

Z mojego doświadczenia wiem, że jeśli mamy za dużo rzeczy to zaczynają one nas stopniowo przytłaczać. Zabierają nam czas, zabierają nam pieniądze i w końcu zabierają nam energię. Jak pisałam we wpisie Porządek to podstawa oczywistą kwestią jest to, że w zagraconych pomieszczeniach nie jesteśmy w stanie odpocząć. Robimy się bardziej nerwowi ponieważ nasz mózg dostaje zbyt wiele bodźców. Natomiast im mamy mniej rzeczy, tym mamy więcej przestrzeni i co najważniejsze mniej sprzątania.

Minimalizm daje nam wolność.

Dzięki życiu zgodnie z tą filozofią wyzbywamy się przywiązania do przedmiotów, czyli tzw. sentymentu. Nie mamy już problemu z pozbyciem się czegoś co od dawna nam się nie podoba, nie jest przydatne i tylko leży i się kurzy. Nawet jeśli dostaliśmy to od ukochanej cioci z Ameryki. Dzięki minimalizmowi rzeczy przestają także grać główną rolę w naszym życiu, więc możemy bardziej skupić się na relacjach z ludźmi. A to właśnie dzięki nim jesteśmy szczęśliwi. Samotny człowiek mieszkający w pałacu wartym miliony, jeżdżący Ferrari wcale nie będzie szczęśliwszy niż przeciętnie żyjąca osoba wśród swoich bliskich. Same pieniądze na dłuższą metę szczęścia nie dają. Mogą pomóc w znalezieniu szczęścia, ale na pewno same w sobie go nie dadzą.

Minimalizm uczy nas cierpliwości i samodyscypliny.

Nie dajemy się złapać na „atrakcyjne” promocje, nie zbieramy wszystkiego tylko dlatego, że „kiedyś mi się przyda”. Nie padamy ofiarą chwilowych trendów, ani marketingowych manipulacji. A to nie wszystko! Podczas ograniczania ilości posiadanych rzeczy poznajesz siebie. Uczysz się stopniowo rozróżniać zachciankę od potrzeby. Często ludzie chcąc coś kupić mówią „potrzebuję tego”. Ale jeśli by się głębiej zastanowić i przeanalizować sytuację to w około 80% nie byłaby to rzeczywista potrzeba, tylko raczej chwilowa zachcianka, o której i tak za chwilę zapomnimy.

W taki właśnie sposób gromadzimy rzeczy zupełnie nam niepotrzebne, z których notabene nie będziemy i tak korzystać. A w większości przypadków najzwyczajniej w świecie zapomnimy o nich zaraz po zakupie. Jeśli natomiast dobrze poznamy siebie będziemy w stanie odróżnić, czy jest to rzeczywista potrzeba, czy raczej chwilowa zachcianka. W ten sposób nie tylko możemy oszczędzić pieniądze, ale także nasz czas. W końcu jak to mawiają – czas to pieniądz.

Minimalizm pomaga także bardziej docenić to co się ma zamiast patrzeć czego się nie ma.

Pomaga zauważać nie tylko wielkie, ale także te drobne rzeczy. Być bardziej wdzięcznym i jednocześnie mniej wymagającym w stosunku do swojego życia. Minimalizm idealnie łączy się z ideą Slow Life, czyli uważnego życia. Nie chodzi w niej wcale o to, że mamy być powolni niczym muchy w smole. Nie, nie. Chodzi raczej o to, żeby skupić się na tym co jest tu i teraz. Żeby nie przejmować się drobnostkami, a raczej skupiać się na tym co jest naprawdę ważne.

Żeby w codziennym zabieganiu przystanąć na chwilę. Zauważyć piękno wokół i poczuć wdzięczność. Wdzięczność za to co już się ma. Za dom, za zdrowie, za rodzinę, za przyjaciół, za pogodę lub nawet nie pogodę. Moim zdaniem życie zgodnie z ideą minimalizmu uczy nas prawdziwie żyć chwilą. Nie skupiamy się wtedy tak bardzo na posiadaniu, a na przeżywaniu, co pozwala nam poczuć wewnętrzne szczęście i radość. 

A co Wam daje minimalizm? Czym on dla Was jest? Podzielcie się swoimi doświadczeniami z innymi w komentarzach poniżej. Może Wasza historia, też kogoś zainspiruje do zmian!

 



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *